poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rozdział 3

      Patrzyłam się z niedowierzaniem na Adele. Nie rozumiałam, o czym ona do mnie mówiła. Jaki zapach..? Skąd ona mogła go w ogóle u mnie czuć? To nie były jakieś perfumy, którymi rano się spryskałam, tylko zapach zwierzęcia! W dodatku sprzed dwóch tygodni, a codziennie się myłam.
- O czym ty mówisz? – zapytałam, mając nadzieję, że jakoś logicznie wyjaśni mi swoją poprzednią wypowiedź. Westchnęła ciężko i spojrzała się na mnie ze smutkiem w oczach, który jeszcze bardziej pogorszył moje samopoczucie.
- Nie jestem w stanie ci sama tego wszystkiego wytłumaczyć. Mogę ci tylko na razie powiedzieć, że nic już nie będzie tak, jak było do tej pory. Zmieniasz się i sama nie przeżyjesz. Potrzebujesz pomocy, kochana… Część z nas też to tak przechodziła, chociaż jest to stanowcza mniejszość – wyjaśniła tak, że nadal nic z tego nie rozumiałam. Widziała moje zagubienie, bo położyła dłoń na moim zdrowym ramieniu. – Wszystko niedługo zrozumiesz, ale musisz zachować spokój. Powinnaś najpierw nas wysłuchać, a dopiero później oceniać naszą prawdomówność, dobrze? To nie będzie łatwe, jednak… w pewnym momencie zrozumiesz.
- Adele! – syknęłam, bardziej się denerwując. Nic konkretnego nie mówiła, a ja coraz mniej rozumiałam. Denerwowało mnie to. Chciałam zrozumieć sytuację, w której się znalazłam, a dziewczyna mi tego w żaden sposób nie ułatwiała. Jedynie przestraszyła śmiercią. W co ja się wpakowałam, że groziła mi śmierć? – O co w tym wszystkim chodzi?
- Wysiądźmy – powiedziała, wstając, a ja zrobiłam to samo. Wyszła na przystanek, który znajdował się na samym końcu miasta. – Chodź za mną, Jack i ja ci wszystko wyjaśnimy.
      Jaki Jack? Słyszałam parę razy, że opiekuje się nią jej starszy kuzyn i tylko z nim kojarzyło mi się to imię. Jednak po co mnie do niego zabierała? Czyżby tylko tak mogła mi udzielić potrzebnych wyjaśnień? Nie wiedziałam, ale czułam się coraz gorzej, i to nie tylko fizycznie. Wszystko mnie jeszcze bardziej zaczęło przytłaczać. Tak jakbym nie mogła złapać oddechu… Miałam wrażenie, że dowiem się czegoś strasznego, ale to tylko odczucie, prawda?
      Szłam za Adele, która cały czas patrzyła kątem oka, czy za nią podążam. Nie miałam, jak teraz uciec, a zresztą chciałam się dowiedzieć prawdy. Minęłyśmy w pewnym momencie tablicę, która informowała o końcu miasta i weszłyśmy na leśną drogę. Nie szłyśmy daleko, bo zaraz z pomiędzy drzew wyłoniły się trzy średniej wielkości domy. Wyglądały dosyć podobnie – brązowe, z małym gankiem od strony drogi i drewnianymi zdobieniami. Już z naszej pozycji było widać, że od strony lasu miały duże ogrody. Zauważyłam, że jedno z okien na piętrze pierwszego domu zostało gwałtownie zasłonięte, a zaraz z tego budynku wybiegł młodszy brat dziewczyny. Widocznie dziś nie poszedł do szkoły.
- Dlaczego zawsze spotykam cię w autobusie, jeśli mieszkasz z drugiej strony miasta? – zapytałam się cicho, a ona uśmiechnęła się lekko. Jej brat stanął zdziwiony przy furtce i czekał, aż do niego podejdziemy. Był jakby jej młodszym męskim sobowtórem, tyle że dużo wyższy i bardziej umięśniony.
- Jak wychodzimy na nasz przystanek to autobus musi najpierw jechać na drugi koniec miasta, do pierwszego przystanku. Dopiero później jedzie w stronę szkoły – pokiwałam powoli głową i uciszyłam się, widząc niezbyt przyjazne spojrzenie jej brata. – Nick, Jack jest w domu?
- Tak… Przyprowadziłaś obcą do nas? – powiedział nad wyraz opanowanym głosem. Z tego, co kojarzyłam, to on był przeciwieństwem Adele i wszędzie go było pełno – na pewno nie siedział w cieniu.
- Ugryzła ją – mruknęła ze zbolałą miną, a Nick spojrzał się na mnie badawczo i jakby ze współczuciem. Kiwnął na nas głową i się odwrócił, idąc w stronę środkowego budynku. Otworzył drzwi wejściowe, które także były przyozdobione elementami z drewna. Wydawały się dużo potężniejsze niż te przy budynku, z którego wyszedł chłopak.
      Weszliśmy do obszernego holu, w którym na środku stała mała ława, przyozdobiona wazonem z kwiatami oraz świeczkami. Na jasnych ścianach były powieszone obrazy przedstawiające las oraz sceny z polowań. Naprzeciwko wejścia, z metr za stolikiem, znajdowały się drewniane schody na górę oraz obok nich drzwi, pewnie prowadzące do piwnicy. Nick nie zatrzymywał się, tylko poszedł dalej i skręcił w prawo, prosto do salonu. Tutaj, po lewo znajdował się kominek, nad którym znajdował się ogromny obraz przedstawiający pędzące przez las wilki. Zaraz obok stały fotele i kanapa ustawione wokół ławy. Na ścianie po prawo było ogromne okno, lekko przysłonięte, przez bordowe ciężkie zasłony.
- Adele, Nick… Nie uprzedzaliście, że przyprowadzicie znajomą – usłyszałam za sobą i odwróciłam się gwałtownie. Spojrzałam na mężczyznę, koło czterdziestki, który patrzył się z ogromnym spokojem na nas. Miał lekki zarost i gęste, ciemne włosy w lekkim nieładzie i trochę przydługie. Jego opanowane brązowe oczy wyglądały tak, jakby mogły przejrzeć duszę każdego człowieka. Był wysoki, około metra dziewięćdziesięciu oraz bardzo muskularny. Nie chciałabym mieć w nim wroga. Sprawiał wrażenie bardzo dobrego stratega, który zawsze ma przemyślane każde działanie, jakie podejmuje.
- Jack, to jest Emily… Ona potrzebuje naszej pomocy – powiedziała Adele, zbliżając się do mężczyzny o krok. – Została ugryziona przez tamtą wilczycę. Sama nie da rady przejść tego wszystkiego.
- Czuję, Adele – mruknął i spojrzał mi się prosto w oczy. Po kręgosłupie przeszły mi dreszcze. Miałam ochotę uciekać z tamtego miejsca jak najszybciej. Przerażało mnie poczucie bezpieczeństwa, jakie tam odczuwałam oraz to, że wszyscy się zachowywali, jakby znali jakiś ogromny sekret, który dotyczył mnie. – Usiądźmy, a wszystko ci wyjaśnię, Emily. Tylko musisz wysłuchać nas do końca, a dopiero potem podejmować decyzję o tym, co dalej.
      Pokiwałam głową i dałam się zaprowadzić na jeden z foteli. Usiadłam, czując przyjemny zapach starości – uwielbiałam takie miejsca, gdzie historia aż wołała, żeby się nią zainteresować. Jednak teraz nie byłam w stanie się na niej skupić. Za bardzo byłam zdezorientowana tym, co się wokół mnie działo.
- Ostatnio mieliśmy problemy z nieproszonym gościem, którego niestety spotkałaś. Nie powinno w ogóle do tego dojść, by cię ugryzła – mówił to nad wyraz spokojnie, a dla mnie to były dosyć bolesne wspomnienia. W końcu jakieś dzikie zwierzę zaatakowało moją osobę, gdy spacerowałam z psem. – Czy wiesz czym było to zwierzę? Adele ci powiedziała? – zaprzeczyłam ruchem głowy. Nie chciałam mu przerywać. Chciałam się jak najszybciej wszystkiego dowiedzieć. – Od czasu ugryzienia nie możesz spać, na początku, około tygodnia męczyła cię gorączka, a rana, mimo że się bardzo szybko zrosła, zostawił po sobie ślad. Masz szarą cerę oraz ogromne sińce pod oczami, które są wynikiem trucizny i braku snu. Problemy z równowagą i zawroty głowy. Twój organizm odrzuca chemię – chociażby kosmetyki, które nie chcą pozostać na twojej skórze. To normalne, ponieważ przygotowujesz się do pierwszej przemiany. Zostaniesz jedną z nas.
- Nadal nic z tego nie rozumiem… - chciałam jeszcze coś dopowiedzieć, że nie rozumiałam co to była ta cała przemiana, ale uciszył mnie podniesieniem ręki. Nick i Adele patrzyli się na mnie ze współczuciem. Oni na pewno już wiedzieli, o co chodziło.
- Zostaniesz jedną z nas, czyli zmiennokształtną. Będziesz w stanie przyjmować postać wilka. Likantropia, inaczej wilkołactwo. Pewnie to określenie jest ci najbliższe – parsknęłam śmiechem, słysząc te bzdury. Najgorsze chyba było to, że ci ludzie w to wierzyli. Likantropia już dawno została uznana za chorobę. Chciałam wstać, ale nie pozwoliła mi na to Adele, przytrzymując mnie na fotelu.
- Spójrz i uwierz – powiedziała spokojnie, wyciągając dłoń. Otworzyłam usta ze zdziwienia, patrząc jak jej palce zaczynają się wyginać pod dziwnym kątem, a paznokcie wydłużają się, tworząc grube pazury. Kciuk zaczął odchodzić do tyłu, zmniejszając się, a ja dodatkowo usłyszałam trzask łamanej kości. – Przepraszam już nie mogę.
      Spojrzałam się na jej twarz, w momencie, gdzie długie kły zaczęły się z powrotem zmniejszać, a cała dzikość zaczynała zanikać. Oparłam się o fotel, uciekając jak najdalej w ten sposób od dziewczyny. Nie mogłam zrozumieć tego, co się właśnie stało.
- To właśnie jest zmiennokształtność, a ty stajesz się jedną z nas, Emily.

|4|

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz