Od spotkania oko w oko z wilkiem minęły już dwa
tygodnie. Dwa tygodnie udręki, bo z dnia na dzień czułam się coraz
gorzej. Na szczęście moi rodzice uznali, że nie śpię po nocach, bo mam
złamane serce przez jakiegoś chłopaka. Takie tłumaczenie było dużo
prostsze, zwłaszcza, że wariowali, gdy miałam przeziębienie. Mama w
takich momentach najchętniej zawiozła mnie do wszystkich lekarz w
okolicy po kolei. A co by zrobili, gdyby usłyszeli, że zostałam
ugryziona przez dzikie zwierzę? Prawdopodobnie by się załamali, a tego
chciałabym uniknąć.
Zarzuciłam plecak na ramię i spojrzałam się w lustro.
Poprawiłam swoje jasne włosy, aby chociaż trochę ukryć szarość mojej
skóry. Musiałam to przyznać – wyglądałam po prostu źle od czasów
wypadku. Oczy miałam podkrążone, co nadawało mi upiornego wyglądu.
Próbowałam to zatuszować makijażem, jednak nie byłam w stanie. Tak,
jakby moja skóra już nie przyjmowała na siebie kosmetyków, co mnie
zdziwiło. Zazwyczaj po nieprzespanych nocach, nigdy nie miałam
problemów, by ukryć swoje zmęczenie. Ten problem musiałam zejść na drugi
plan. Najważniejsze było to, by nie ćwiczyć na wychowaniu fizycznym.
Ślad po ugryzieniu pozostał, chociaż nadzwyczajnie szybko się goił.
Zabandażowałam go, jednak chciałam, by to pozostało w tajemnicy. Nawet
przed Jess.
Zeszłam powoli schodami, łapiąc się nagle balustrady. Silny zawrót głowy
prawie spowodował to, że bym się przewróciła. Odetchnęłam głęboko,
czując pulsowanie w ranie. Musiałam zacisnąć zęby i iść dalej. Nie
mogłam dać po sobie poznać, że coś było nie tak z moim zdrowiem.
Wszystko powinno mi przejść w odpowiednim czasie, a jednak czułam się
coraz gorzej. Może teraz jest apogeum złego samopoczucia? Poczekam
jeszcze tydzień zanim przyznam się komukolwiek, co się stało. Gdybym już
wtedy wiedziała…
Uśmiechnęłam się do mamy delikatnie i wyszłam na dwór. Zmrużyłam
oczy przez nagły błysk światła słonecznego. Całe dwa tygodnie siedziałam
w półmroku, ponieważ mojemu złemu samopoczuciu nie sprzyjały ostre
promienie słoneczne.
-
Zapowiada się kolejny, cudowny dzień… - mruknęłam bez przekonania,
zaczynając iść w stronę przystanku autobusowego. Przynajmniej tę jedną
rzecz miałam zawsze pod nosem. Nasz dom mieścił się lekko na obrzeżach
miasta, zaraz przy lesie, który dzielił Bridge Town od autostrady. Sama
nazwa naszej miejscowości była już w sobie sarkastyczna, ponieważ w
naszym mieście znajdował się jeden nieużywany od lat most. Już wiele lat
temu ta mała rzeczka, wokół której wybudowano mieścinę, zmieniła się w
malutki strumyczek. Jednak sentyment po niej pozostał i tak oto
mieszkałam wraz z rodzicami w mieście mostów. Chociaż nawet nie wiem,
czy można to miejsce nazwać miastem czy raczej miasteczkiem, bo
znajdowało się tutaj dziesięć tysięcy pięciuset trzech mieszkańców.
Czemu musiałam jeździć autobusem do szkoły? Jak wcześniej wspomniałam –
mieszkałam na obrzeżach miasta, a szkoła znajdowała się dokładnie po
drugiej stronie Bridge Town. Oczywiście mogłabym chodzić na piechotę,
ale zajęłoby mi to około godziny, a mimo wszystko wolałam się wyspać i
pojechać zatłoczonym autobusem z innymi ludźmi.
-
Cześć, Adele – powiedziałam, dosiadając się do znajomej dziewczyny.
Uśmiechnęła się i na mnie spojrzała, ale nic nie odpowiedziała. Jedynie
zmarszczyła brwi, jakby zaczęła się nad czymś intensywnie zastanawiać.
Dodatkowo zauważyłam, jak śmiesznie zaczęła poruszać nosem, na co się
szeroko uśmiechnęłam. Wyglądała zabawnie, naśladując jakiegoś
futerkowego roślinożercę, przykładowo królika.
-
Witaj, Emily – odezwała się w końcu, ale widziałam, że cały czas się
nad czymś intensywnie zastanawiała. Oparłam się o siedzenie i syknęłam
cicho, czując ukłucie w ramieniu. Rana dawała o sobie znać, co mnie
coraz bardziej irytowało… i męczyło. – Jak tam? Nie widziałam cię od
dłuższego czasu. Coś się stało?
Jej
pytanie nie brzmiało tak jak powinno. Odebrałam je raczej jakby
dziewczyna wiedziała już, że nie wszystko było w porządku. Uśmiech
zszedł mi lekko z twarzy, ale starałam się ze wszystkich sił zachować
pozory dobrego humoru.
-
Jasne, wszystko w jak najlepszym porządku. Po prostu musiałam się
pozbierać po nieszczęśliwej miłości – odparłam spokojnie, a ona powoli
pokiwała głową, przygryzając przy tym wargę. Adele z pewnością nigdy nie
miała takich problemów – wyglądała jak modelka prosto z najnowszego
wybiegu. Szczupła, wysoka, w odpowiednich miejscach zaokrąglona i do
tego śliczna. Miała wyraźne kości policzkowe, żadnych skaz na skórze,
takich jak na przykład ja posiadałam, oraz zielone oczy oprawione
gęstymi, ciemnymi rzęsami. Jej spojrzenie, jeśli chciała, aż kipiało
naturalnym seksapilem. Długie kasztanowe włosy, zazwyczaj spinała w
wysokiego kucyka, który na słońcu połyskiwał pięknym miedzianym
odcieniem. W jej przypadku nie rozumiałam tylko jednego – uległości i
wiecznego trzymania się na uboczu. Gdyby tylko wykazała chęć zdobycia
sławy w szkole, zyskałaby ją w ciągu jednego dnia.
-
No dobra… Boli cię ręka? Uderzyłaś kogoś? – zbladłam, widząc
spostrzegawczości Adele. Skąd ona mogła wiedzieć, że coś było nie tak z
moim ramieniem? – Cały czas trzymasz dłoń na swoim barku i go masujesz.
To dziwne.
- Aaaa… To nic takiego. Po prostu
się przewróciłam – nie byłam dobrą osobą do opowiadania kłamstw. Nigdy
tego nie lubiłam, ale także nie umiałam tego robić. Przynajmniej tak
zawsze mi się wydawało. – A co u ciebie?
-
Wszystko dobrze, chociaż pojawił się nieproszony gość i już widzę skutki
jego krótkiej obecności tutaj. Słyszałaś o tym wilku, co ostatnio
grasował w okolicy? Podobno był wściekły – zauważyłam dziwny błysk w jej
oczach, gdy mówiła o tym potworze. Jednak nie poświęciłam temu zbyt
dużo uwagi, słysząc o chorobie zwierzęcia. Nie widziałam, by toczyła mu
się piana z ust… - Przejedziesz się ze mną dalej? Chciałabym z tobą
porozmawiać
- Adele,
nie wiem, o co ci chodziło z tym wilkiem, ani dlaczego miałybyśmy się
urwać ze szkoły – parsknęłam, kompletnie jej nie rozumiejąc. Może
widziała, jak tamto zwierzę mnie ugryzło? To było niemożliwe, biorąc pod
uwagę, że nikt mi wtedy nie pomógł, a wilk na pewno wyczułby zagrożenie
lub inną ofiarę. Rozejrzałam się wokół, ale zauważyłam, że duża część
osób już wysiadała, bo to był nasz przystanek.
Chciałam wstać, ale silne szarpnięcie za rękę mi to uniemożliwiło.
Spojrzałam się na trzymającą mnie dłoń a dopiero po chwili z powrotem na
Adele, która patrzyła się smutno. Pokręciła głową i westchnęła cicho.
-
Nie możesz wysiąść i nie dalej żyć w niewiedzy, po tym, jak tamta
wilczyca cię ugryzła. Musimy porozmawiać – czułam się zagubiona, po jej
słowach. Musiała widzieć tamtą sytuację, a nie pomogła mi. Dodatkowo
cały czas trzymała moją rękę z taką siłą, której się po niej nie
spodziewałam. – Wyjaśnimy ci wszystko, ale musisz ze mną pojechać. To
nie jest daleko, raptem dwa przystanki. Pojedziemy do David’a, a on
podejmie decyzję, co dalej zrobimy. Zwłaszcza, że jest taka pora a nie
inna i zostało mało czasu.
- Skąd ty wiesz, że
tamto zwierzę mnie ugryzło? Widziałaś to? Jak mogłaś mi w ogóle nie
pomóc? – syknęłam wściekle, jednak jej spojrzenie mówiło mi, bym się
uspokoiła. Nie chciałam tego. Chciałam tylko znać prawdę.
-
Gdybym to widziała, to nie męczyłabyś się z tymi wszystkimi boleściami
sama w domu. Pomoglibyśmy w tym trudnym okresie. Szkoda, że nikt z nas
nie pomyślał o ofiarach tego demona… - westchnęła po raz kolejny i mnie
puściła, ale i tak to mi nic nie dało. Już byłyśmy z powrotem zamknięte w
autobusie i jechałyśmy dalej. – Ta sytuacja w ogóle nie powinna mieć
miejsca. Wilczyca nie powinna cię ugryźć, ale zostawiła jak na razie
swój zapach na tobie. Stąd wiem, że cię ugryzła. Czuję ją, Emily.
Niedługo ty też będziesz potrafiła wyczuwać takie rzeczy, ale wtedy
zmienisz zapach. Stajesz się po prostu jedną z nas i bez pomocy umrzesz.
A tego, pewnie wolałabyś uniknąć, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz