Życie czasami nas
zaskakuje. Idziemy rutynowo na spacer. Przechodzimy tą trasą, co zawsze.
A jednego dnia może się zmienić wszystko. W jednej minucie. Tak stało
się w moim przypadku. Szłam z psem, ale nagle coś zaczęło nas gonić. A
gdy ofiara zaczyna uciekać, drapieżnik goni. Zawsze jest tak w
przyrodzie.
Ja byłam gazelą, a
ona lwicą. Stałam spokojnie. Ona się skradała. Ja uciekałam, ona goniła.
W różnych takich opowiadaniach jest to mężczyzna, w którym ofiara się
zakochuje po jakimś czasie z wzajemnością. A mnie goniła kobieta. Samica
samicę.
Nie ma
sprawiedliwości na tej ziemi. Dla niektórych byłby to dar, a dla mnie
jest to przekleństwo. Uciekłam z domu, gdy odkryłam, co się ze mną
stało. Słyszałam, co ludzie mówili. "Taka spokojna, pewnie ktoś ją
porwał" albo "w końcu wyszło, jaka z niej cicha woda była". Nie
zamierzałam czegoś takiego zrobić, a byłam zmuszona. Kocham swoją
rodzinę. A to... coś mi ją zabrało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz